34. Wolfgang Hohlbein – Pierścień Saracena

Przedziwnymi ścieżkami podążają myśli czytelnicze.
W zasadzie to książka Wolfganga Hohlbeina wyleciała mi z głowy, ale przypomniał o autorze pewien agrafek przy okazji rozmowy na temat Anubisa i w ten sposób nadszedł czas na powrót do templariuszki i jej radosnych przygód.
Sama książka napisana jest językiem prostym. Nie ma co spodziewać się w niej fajerwerków, ale autor odrobił pracę domową i zdaje się, że research wykonał porządnie. Zresztą nie wiem, czy po prostu nie napisał wcześniej czegoś innego w podobnych klimatach.
Wolfgang Hohlbein pisze wręcz zastraszające ilości książek. Nie pokuszę się o policzenie wszystkich, ale jest tego naprawdę dużo. Ciekawskich odsyłam do strony na wiki, gdzie hasło poświęcone jest wyliczaniu tychże książek, a i tak chyba nie wszystkie zostały wymienione, bo widziałam gołe odnośniki do jakichś serii. Część książek napisał sam, część z żoną Heike, część z córką Rebeccą, część z innymi ludkami. Niemiecka wikipedia chwali go za największe nakłady wydawnicze wśród autorów niemieckich urodzonych po 1950 roku. Dodatkowo jest jedynym niemieckim żyjącym autorem, który ma nagrodę swego imienia. To znaczy – nie on ją wymyślił i nie on ją przyznaje, ale jest taka nagroda.


Templariuszka to oczywiście również seria:
Templariuszka (1999)
Pierścień Saracena (2002)
Powrót Templariuszki (2004)
Woda życia (2008)
i nie wiem, czy to koniec.

Tak naprawdę, to nie mam pojęcia kto jest tak zwanym targetem Templariuszki. Na stronie autora książka znajduje się w dziale od 14 lat. Szybko nam młodzież dorasta w tych czasach o_O Scena podcinania gardła jest całkiem estetyczna, ale to wciąż jest podcinanie gardła, że o wymordowaniu mieszkańców wioski nie wspomnę. Jak opis kastrowania, jest masa trupów i jest moment. Jeden. Może będzie więcej. Wycinanie w pień, podcinanie gardła i moment występują w pierwszym tomie. Kastracja w drugim. Zasadniczo nie ma tylko gwałtów. Na razie. Z drugiej strony unikanie „dorosłych” wydarzeń sprawiłoby tylko, że książka stałaby się bardzo naiwna i sztuczna. Wtedy od razu wiadomo by było, że to bajka dla dzieci ;p
Co mi się podoba, to fakt, że można się dużo dowiedzieć na temat realiów tamtych czasów. Przynajmniej mam taką nadzieję. Najwięcej dowiedzieć się można o wyznawcach islamu, ale czy przypadkiem nie jest tak, że Hohlbein powiela stereotypy? Skąd ja mam to niby wiedzieć? Inna sprawa, że w Niemczech łatwiej jest mu złapać jakiegoś ziąsa o wyznaniu innym i poprosić o wypowiedzenie się w kwestiach religijnych i zwyczajowych. Resztę zapewne można znaleźć w sieci.
Po raz pierwszy trafiłam na książkę, w której bohaterka nie jest mądrzejsza niż ustawa przewiduje. Jest typową dziewczyną tamtych czasów. Co to oznacza? Że mimo pewnych niecodziennych umiejętności, nie jest zainteresowana zdobywaniem świata, zbawianiem go, czy innymi takimi. Nie łapie, o czym dyskutują przy niej templariusze, nawet jeśli dla czytelnika te sprawy są jasne jak słońce. W pierwszej chwili byłam zła na autora, że taką głupiutką bohaterkę stworzył, ale przecież w tamtych czasach dziewczynka wychowana na wsi nie interesowała się sprawami światowymi. Zresztą nie raz podkreślane było, że dla niej świat to była wieś i najbliższe okolice. Potem ten świat się powiększa wraz z jej podróżami, ale to tylko ją przeraża albo może raczej zadziwia jeszcze bardziej i uświadamia, jak jest mała i nic nie znacząca. Oczywiście lekko przesadzam, ale wiadomo o co biega.
Ale o co biega? Jest sobie dziewczę, które jest świadkiem tego jak rycerze mordują mieszkańców jej wsi. Potem jako świadkowi jeden z tychże rycerzy podcina jej gardło. Koniec książki ^_^ A nie, chwila. Pojawia się… piękny acz ciemny on, który ratuje dziewczę, które to dziewczę znajduje się nagle w centrum spisków templariuszy, a w tle nadciąga krucjata. Co by tu jeszcze, żeby ewentualnie zachęcić i przy okazji nie zdradzić za wiele? Pisałam, że są momenty? Znaczy – moment? XD
Podoba mi się uwypuklenie różnic kulturowych między wyznawcami islamu a chrześcijanami. Pytanie typu „a to u was kobiety często biją mężczyzn?”, czy też stwierdzenie, że w Europie również jest niewolnictwo i nazywa się pańszczyzna, są całkiem przyjemne i pozwalają zauważyć, że te różnice istnieją. No dobra, ten ostatni przykład, to może niekonieczny jest ^_^; Ale nie ma tak dobrze. Nie widać różnic w mowie między wieśniaczką a arystokratą. Nie wiem jakim cudem właśnie taki arystokrata wyczuł, że bohaterka ma chłopskie konotacje, ale jakoś mu się to udało.
Z błędów rzeczowych, to wyłapałam przyrównanie rzeki pewnej do Styksu i opowiadaniu o związanym z nim zapomnieniu. Tak sobie pomyślała dziewczyna. Ale, ale… jak ona mogła sobie o tym pomyśleć, skoro nic nie wie na temat Styksu? Bo niby skąd? Rodzice jej zapewne nie opowiadali o tym. Wiadomo, chłopskie pochodzenie. Templariusze też raczej nie byli zainteresowani rozgłaszaniem takich historii. Czyli wpadusienka Hohlbeina i córki jego. Zdarza się, zwłaszcza, jeśli pisze się tak dużo książek na raz.

Ogłoszenie: Jakby Red Horse chciało pociągnąć Templariuszkę Hohlbeina, to ja mogę się podjąć tłumaczenia ^_^ Tylko potrzebny mi będzie redaktor znający się na średniowieczu, na przykład Rafał Dębski.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: