Archive for Październik, 2009

Kreatywne tłumaczenie

Odwiecznym dylematem tłumacza jest odnalezienie złotego środka między wiernością oryginałowi a czytowalnością tekstu. Spodobał mi się fragment książki Webera Honor królowej i postanowiłam zobaczyć, jak on wygląda w oryginale. Na szczęście cała seria jest dostępna legalnie do przeczytania na tej stronie. Polskim tłumaczem jest Jarosław Koterski. Poniżej w celach porównawczych zamieszczam fragment jego tłumaczenia w towarzystwie mojej wersji i oryginału. Zachęcam do zgadnięcia, które jest które. Poza oryginałem oczywiście ;p

Uprzedzam, że pojawi się trochę brzydkich słów.

Czytaj resztę wpisu »

Leave a comment »

Powrót do przeszłości?

To z pewnością był dryf, ale nie wiem tym razem od czego się zaczął. W każdym razie skończył się na moim zdziwieniu, że Anna Maria Jopek wróciła, a miała sobie robić przerwę. Może przerwa się już skończyła, a ja o tym nie wiedziałam? Względnie przerwała przerwę na okazję rocznicy powstania warszawskiego? Ale ktoś i tak mógłby nauczyć tego kogoś od strony AMJ, że przy wpisach fajnie by było umieścić datę jakąkolwiek wpisu tegoż =_=

W każdym razie można zobaczyć na stronie teledysk do Sypkiej Warszawy, w którym występuje i śpiewa właścicielka strony. Względnie można kliknąć na kopnięty trójkącik poniżej.

Rzuciło mi się w oczy w komentarzach, że nie pasuje ludziom tatuaż piosenkarki. Widocznie jej i reżyserowi to nie przeszkadzało. Gdyby przeszkadzało piosenkarka założyłaby inny strój. Dlaczego komentatorzy nie przyczepili się do letniej sukienki? Przecież to nie pasuje do poważnej tematyki. A sukienka nie przeszkadzała pewnie dlatego, że jest krótka i odsłania ramiona :D
Tatuaż sam w sobie pokonał reżysera czy kamerzystę. Kogoś z pewnością, bo się ciapciaki nie połapały, że jak zrobią odbicie lustrzane, to tatuaż będzie tam, gdzie go nie ma. Albo – uwaga komentatorzy! – stwierdzili, że mają ten tatuaż gdzieś i może skakać z ramienia na ramię :D
Piosenka, bo warto też coś o niej napisać, jest całkiem ładna, z pomysłem. Podoba mi się podkładanie głosu w refrenie. Tekst jest momentami dwuznaczny. I czy ta dwuznaczność nie bije po oczach? Przecież jak Warszawa mogła zdradzić?! Jak ona mogła sypnąć?! Widocznie mogła.
Wideoklip daje radę, też jest z pomysłem, chociaż zastanawiam się, czy te kamienice wyglądały wtedy tak jak dziś? Pewnie też były odrapane, ale pewnie… inaczej ;)

Miło usłyszeć Annę Marię Jopek w czymś nowym.

Leave a comment »

Królestwa trolli telewizyjnych

Lubię swobodne dryfy myślowo-youtubowo-wikipediowe. Powiedzmy, że moja myśl omsknęła się o wspomnienie wpisu osakany, ale zasadniczo winą za moją notatkę należy obarczyć kabaret Mumio, który pokazał taki oto skecz nawiązujący do krytyków filmowych, w tym również do Kałużyńskiego. Który to Kałużyński nigdy mym idolem nie był. Ale przyjemnie się oglądało film dokumentalny o nim z nim w roli głównej Pół życia w ciemności.
Jednak obraz jaki się wyłania z tego filmu pokazuje człowieka samotnego i smutnego. Owszem, on zapewne twierdził, że jest szczęśliwy i ja jemu uczucia szczęśliwości albo przynajmniej kontentości nie odmawiam. Moja wersja życia po prostu przewiduje inne priorytety. No ale trzeba przyznać, że człowiek był niezły, mając ciągle odwagę do wygłaszania swojego zdania.
Oczywiście nie byłabym kobietą gdybym, ach, nie sprawdziła, o co biega z jego żoną, więc w tym miejscu wkracza wikipedia. A tam news, że on nie tylko miał żonę Eleonorę Griswold, ale też – a nawet wcześniej – Julię Hartwig, siostrę TEGO Edwarda Hartwiga, którego – cóż za zbieg okoliczności – niedawno wikipediowałam, bo w radiu mówili, że ma być wystawa zdjęć innych fotografów ku czci Edwarda. Chciałam sprawdzić, cóż za cuda wyczyniał bez fotoszopa. Nie, raczej jego fotografia do mnie nie przemawia. Ale to akurat nie ma nic do rzeczy. Do rzeczy ma natomiast fakt, że świat jest malusieńki, a Lublin w szczególności. Ciekawe, że na wiki w haśle Julii Hartwig nie ma słowa o Kałużyńskim. Ja jej tam w biografii grzebać nie będę.
Z Zygmunta Kałużyńskiego skojarzenia zgrabnym dryfem przeskoczyły na innego przedstawiciela tego samego pokolenia, czyli na Marcela Reich-Ranickiego. Jedyne dwa lata młodszy i z równie niewyparzonym dzióbkiem, tyle że jego dziedziną jest literatura. Jak stwierdziła Sigrid Löffler:

Obecnie jest bardziej prominentny niż większość autorów i książek, o których się wypowiada.

Coś w tym jest, bo pamiętam, że oglądałam „skandaliczny” odcinek Kwartetu i nie zapamiętałam, że chodziło o książkę Murakamiego. Zresztą Murakami nie był wtedy dla mnie żadnym pojęciem. Nadal nie jest ^_^ A omawianej książki, czyli Na południe od granicy, na zachód od słońca nie mam zamiaru czytać, bo wydaje mi się, że bardziej podchodzi mi ocena Sigrid Löffler niż pozostałych panów. Faceci ;p Zresztą nieważne.

Ach, kolejny satysfakcjonujący dryf~~

Leave a comment »