Joan D. Vinge – Królowa Zimy

Książka zakupiona w ramach programu comiesięcznego kupowania książki zażyczonej przez jedno z nas. Królowa Zimy jest na życzenie Harko.

Tak, tu będą spoilery, bo to nie jest recenzja tylko moje mniej lub bardziej radosne przemyślenia dotyczące książki.

Wbrew pozorom nie spodobały mi się dwie główne bohaterki, czyli królowa i ta druga. Pierwsza jest mi obca przez swoją długowieczność i tkwiące za tym faktem wyrachowanie, zimno, surowość. Zresztą sama królowa widzi, że czegoś jej brak, tej świeżości spojrzenia. Została stara kobieta w młodym ciele. Niby wiele może, ale niczego już nie chce, bo wszystko miała i ma. Oczywiście pomijam fakt walki o przyszłość swojej planety. A nikt królowej nie lubił. Przecież chciała tylko, żeby jej świat wyzwolił się spod władzy okupanta. No ale przez te wszystkie lata straciła też pewien subiektywizm, wszystko oceniała w kategoriach… bezwzględnych. Tak, to dobre określenie na jej plan zachowania władzy.

Jej lustrzane odbicie jest wręcz przesłodzone na śmierć. Dobra, wybaczająca, kochająca, gotowa na poświęcenia. Jedyne, co mi w niej pasowało, to fakt, że potrafiła zdradzić swojego ukochanego i poczuć się przez niego zdradzoną. To było ludzkie. Tak samo jak końcowa zadra, która stanie się w przyszłości krwawiącą raną rozdzielającą kochanków.

Nie, bardziej realna jest dla mnie pani komendant, która stara się walczyć z dwoma systemami. Przede wszystkim z królową, a potem jeszcze ze swoim zwierzchnictwem, do tego w międzyczasie z uprzedzeniami podwładnych. Oczywiście z jednaj strony łatwo zrozumieć, dlaczego bohaterka nie wyjaśnia „swoim”, że wcale nie jest protegowaną królowej, że ta robi wszystko, żeby ją zgnoić, że mści się za coś, co zdarzyło się przypadkowo. Z drugiej strony to wydaje się takie proste – nagrać rozmowę z królową albo wyjaśnić, że to wszystko jej wina. Ale honor… duma… one nie pozwalają. Zresztą czy uwierzyłby zazdrosny człowiek, który liczył na jej stanowisko?

Zniechęcenie po pięciu latach jest widoczne bardzo wyraźnie i tutaj trzeba przyznać, że autorce ładnie udało się uwiarygodnić tę postać, bo o ile inni są raczej niezmienni, to właśnie trzy osoby jednak się zmieniają, przy czym realizm tych zmian widzę tylko u dwóch z nich. Ale najlepiej do mnie przemawia zaszczuta pani komendant. Rozdarta między obowiązkiem a poczuciem sprawiedliwości. Do tego odpychanie pomocnej, a przynajmniej wspierającej dłoni jedynego, przychylnego jej człowieka. (Pomijam pewnego podwładnego, który zniknął na jakiś czas.) Takie coś wymaga silnej woli, albo też uporu osła ;p

Ciekawią mnie dalsze losy bohaterów, a konkretnie pewnej bohaterki, ale z drugiej strony mogę nie mieć siły na czytanie o knowaniach politycznych i spiskach. Poza tym pojawiła się sugestia, że kolejna część jest daleko posunięta w latach. Jest jeszcze most łączący, ale nie został wydany w Polsce. No nie wiem, czy się skuszę na Królową Lata.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: