Archive for Sierpień, 2009

Zasłyszane na Jamendo 01

Niestety WordPress nie pozwala na embedowanie jamendo, więc będą linusie. Jamendo to ciekawy pomysł na darmową muzykę. Można też oczywiście zesponsorować danego wykonawcę. Przez niektórych artystów portal wykorzystywany jest jako sposób na promocję. Jeśli zajrzy się na to, ile razy dany album był odsłuchiwany, to wygląda na to, że czasem rzeczywiście muzykom opłaca się takie postępowanie.

Musetta – Ophelia’s song
Szkoda, że to tylko jeden kawałek, ale za to bardzo satysfakcjonujący. Na tyle ładny, że agrafek zaczął szukać całych albumów zespołu.

Oleg Serkov – Meditative
Może nie powala, ale do posłuchania całkiem przyjemne. Jak w jednym z komentarzy napisano, koniec jakiś taki nie do końca. Natomiast brzmienie giratki w pewnym momencie przesterowane tak, że mnie kojarzy się z koto lub innym egzotycznym instrumentem muzycznym.

Hungry Lucy – The Teatime Sessions
A to nostalgiczno-nastrojowe. Przyjemna muzyczka ^_^

P.S. Bardzo ciekawym doświadczeniem może być posłuchanie najmniej popularnych albumów ^_^

Reklamy

Leave a comment »

34. Wolfgang Hohlbein – Pierścień Saracena

Przedziwnymi ścieżkami podążają myśli czytelnicze.
W zasadzie to książka Wolfganga Hohlbeina wyleciała mi z głowy, ale przypomniał o autorze pewien agrafek przy okazji rozmowy na temat Anubisa i w ten sposób nadszedł czas na powrót do templariuszki i jej radosnych przygód.
Sama książka napisana jest językiem prostym. Nie ma co spodziewać się w niej fajerwerków, ale autor odrobił pracę domową i zdaje się, że research wykonał porządnie. Zresztą nie wiem, czy po prostu nie napisał wcześniej czegoś innego w podobnych klimatach.
Wolfgang Hohlbein pisze wręcz zastraszające ilości książek. Nie pokuszę się o policzenie wszystkich, ale jest tego naprawdę dużo. Ciekawskich odsyłam do strony na wiki, gdzie hasło poświęcone jest wyliczaniu tychże książek, a i tak chyba nie wszystkie zostały wymienione, bo widziałam gołe odnośniki do jakichś serii. Część książek napisał sam, część z żoną Heike, część z córką Rebeccą, część z innymi ludkami. Niemiecka wikipedia chwali go za największe nakłady wydawnicze wśród autorów niemieckich urodzonych po 1950 roku. Dodatkowo jest jedynym niemieckim żyjącym autorem, który ma nagrodę swego imienia. To znaczy – nie on ją wymyślił i nie on ją przyznaje, ale jest taka nagroda.

Czytaj resztę wpisu »

Leave a comment »

33. Stephen King – Sklepik z marzeniami

Kolejna książka przeczytana przy akompaniamencie ekranizacji tejże, czyli Sklepik z marzeniami. Pomijając tłumacza, który robił potknięcia typu „stop” zamiast „odbiór” przy rozmowach szeryfa z centralą, to było w porządku. Nie będę wypisywać dziwnych rzeczy, bo na wikipedii angielskiej jest ładny artykuł z treścią książki i nawiązaniami jakie dało się czytelnikom wynaleźć. Pomijam drobne nieścisłości w streszczeniu.

Czytaj resztę wpisu »

Leave a comment »

Poza kolejką – Dziwne losy Jane Eyre

Nie wiem, czy to kwestia zatrucia po przeczytaniu książki Stephenie Meyer, czy też nadszedł TEN CZAS, ale swobodnym dryfem, zaczynając od newsa na esensji o trailerze do nowego Janosika poprzez wikipediowanie reżyserki, Agnieszki Holland, szukanie (bez konkretnego powodu) w opisach jej filmów tego, w którym grał Leonardo DiCaprio, czyli Całkowite zaćmienie (żeby było edukacyjnie, poszukałam na wiki informacji o obu bohaterach i przekonałam się, że żaden z nich nie zginął skacząc z mostu podczas jazdy pociągiem), po zdziwienie, że Plac Waszyngtona jest jej filmem, a film ten wspominam całkiem w porządku ze wspólnego oglądania z Ellaine (swoją drogą dziwne, że wyleciało mi nazwisko reżyserki z głowy), po zarzucenie okiem na Youtube w celu sprawdzenia, czy to na pewno ten film i po przeczytaniu komentarza, że Jennifer Jason Leigh grająca u Agnieszka Holland bohaterkę Catherine zrobiła z niej „wiejską idiotkę” postanowiłam sięgnąć po sprawdzony romans, czyli Rozważną i romantyczną (wciąż zaskakuje mnie, że reżyserem jest Ang Lee), ale nie chciało mi się przebijać przez początek (w między czasie zrobiła się chyba 22:00), a i romantyczność momentami przeraża, chyba powoli wyrastam z tej historii, więc sięgnęłam po jeszcze bardziej klasyczną klasykę, czyli Jane Eyre. Tak, zdaję sobie sprawę z tego, że wyszło bardzo długie zdanie. Zdaję sobie również sprawę z tego, że Rozważna i romantyczna jest książką starszą (1811) od Jane (1847), ale w tym wypadku decyduje data dotarcia do mnie, a Jane była pierwsza. I to w wersji okrojonej, bo poprzedni właściciel książki wyrwał kartki (wandal! wandal!) od momentu nawiązywania się romansu do nieudanego ślubu, czyli najważniejsze z całej książki. Czysta rozpacz.

Zarzuciłam na tubce Jane Eyre, ale wyskoczyło mi coś innego. A to coś innego, to… czteroodcinkowy serial BBC z 2006 roku o_O Szok. Tak dawno nie szukałam niczego o tym tytule, że mi umknął serial.

Zaczęłam go oglądać, a im bardziej go oglądałam, tym bardziej wiedziałam, że muszę go obejrzeć do końca za jednym posiedzeniem, żeby się ładnie wczuć i skorzystać z okazji posiadania w nocy wolnego czasu zazwyczaj przeznaczanego przez rodziców na sen. Zasadniczo można sobie wyliczyć, do której godziny mi to zeszło, i można też sobie wyobrazić jak wyglądałam dnia następnego.

Z filmu jak zwykle wycięto dzieciństwo. To znaczy było, ale było go mało. O Helen Burns można było tylko wnioskować. Jednak w książce ma to więcej rączków i nóżków. Ale nie dziwię, się, że wycięto te fragmenty, bo jednak dla romantycznej duszy ważniejszy jest romans niż nieszczęśliwe dzieciństwo. Ciekawe było natomiast prowadzenie kamery w tymże dzieciństwie, czyli żabia perspektywa. Wydaje się oczywiście mocno przesadzona, ale w sumie bohaterka przeżywała traumę, więc takie odgórne wejrzenie okrutnej ciotki na oddolną dziewczynkę jest zrozumiałe. Aha, sam początek rozwala – dziewczynka siedzi na pustyni i piasek przesypuje się między jej palcami. Fajniusie ^_^

Przyznam, że pan Rochester wydał mi się w tej wersji absolutnie za młody. Niby Toby Stephens ma teraz 40 lat, ale jakoś tak… Dobrze się zakonserwował, czy coś. Trochę jego zachowanie w stosunku do Jane oparte na własności i uległości tejże wydawało mi się nie teges, ale to może ja jakoś poszłam do przodu. Musiałabym przeczytać w całości książkę jeszcze raz, żeby sprawdzić jak to tam było. Ogólnie serial zrobił na mnie pozytywne wrażenie, wydawał się dość wierny pierwowzorowi (pomijając cygankę, rozmowy Jane z St. Johnem) i dobrze mi z tym było. Aha, były też momenty, dokładnie dwa. Z Berthą Mason i potem Rochester vs. Jane. Oczywiście oba nie pojawiają się w oryginale, ale trzeba przyznać, że ten drugi był całkiem na miejscu.

Skończyło się następnego dnia podczytywaniem oryginału i polskiego tłumaczenia ^_^

Oj, daleko Stephenie Meyer do Charlotte Brontë.

Leave a comment »